Dlaczego Oskary chcą popełnić seppuku? I dlaczego to dobrze?

Oskary? A komu to potrzebne?

 

Sezon festiwalowy za nami. Po kolejnej, żenującej gali (komentuję samo show, nie wybory jury) Amerykańskiej Akademii Filmowej, znów pojawiają się pytania i dyskusje. Kto został pominięty? Jaką grupę ludzi skrzywdzono? Kogo było za mało, a kogo za dużo? Ile jeszcze lat będziemy oglądać festiwal samouwielbienia? I to, co mnie dzisiaj interesuje – jaka przyszłość czeka Oskary, jeśli pójdą na otwartą wojnę z serwisami streamingowymi? Czy z biegiem lat utraci ona zainteresowanie publiczności, która coraz chętniej będzie płacić za możliwość oglądania filmów w domu? Czy filmy, których premiera odbywa się na platformach streamingowych, powinny dostawać szanse w walce o nagrody zarezerwowane do tej pory dla filmów kinowych?

TROCHĘ CYFEREK

 

Nie będę rzucał nudnymi wykresami. Przeanalizowałem je dla Was i tutaj rzucam samym mięsem. Netflix z każdym kwartałem zdobywa liczbę od kilku do kilkunastu milionów użytkowników. Milionów. Każdy z nich zobowiązuje się do cyklicznego płacenia na serwis, który w zamian oferuje mu multum filmów, seriali i programów. Jako że tych pieniędzy jest z każdym rokiem więcej, to i produkcje są kosztowniejsze, efektowniejsze i wiele innych „…niejsze.” Koniec 2017 roku to 117 milionów klientów z całego świata. Wow. [Źródło]

Kino? Jeśli chodzi o USA – z każdym rokiem tracą widzów. Okej…to delikatnie powiedziane. W czasie Wielkiej Depresji większy procent społeczeństwa chodził do kina niż ma to miejsce dzisiaj. Prognozy na przyszłość są doprawdy przygnębiające. Wyjście do kina stanie się ciekawostką, może nawet aberracją. Niczym odwiedzenie biblioteki publicznej albo wakacje na Bagnach Biebrzańskich. [Źródło]

Spielberg wskazujący liczbę kin w 2050 r.
Spielberg wskazujący liczbę kin w 2050 r.

W przypadku Australii zanotowałem taką ciekawostkę. Odsetek ludzi chodzących do kina jest niezły i wynosi 70%. I utrzymuje się tak wiele lat. Zmienia się jedynie to, że w każdym roku, obywatel Kangurlandii chętniej wybiera oglądanie filmów w domu. W najlepszym 1996 roku, Australijczyk oglądał w kinie prawie 12 filmów rocznie. Dwadzieścia lat później ta liczba spadła do 6,6. Podobno ten Internet ostro namieszał. [Źródło]

 

A CO MÓWI SZLACHTA KINOWA?

 

To, że serwisy typu Netflix, czy HBO GO potrafią już od dłuższego czasu stawać w szranki ze starymi hollywoodzkimi wygami, nie jest dzisiaj dla nikogo niespodzianką. Streaming programów stał się tak powszechny, że przyciski „Netflix” są instalowane bezpośrednio na pilotach telewizorów. Pytanie jest inne: „czy nastały już czasy, byśmy uznali, że premiera kinowa nie jest warunkiem koniecznym dla filmu, który chce ubiegać się o statuetkę?” Bo według Stevena Spielberga: „Nie”.

W wywiadzie dla ITV News Spielberg stwierdził, że filmy, które trafiają bezpośrednio do streamingu są znaczącym zagrożeniem dla filmowców. Nie podoba mu się także modus operandi Netflixa, które polega na tym, iż serwis ‘wrzuci’ do limitowanej liczby kin swój film, by ten mógł być uwzględniony w nominacjach Oskarowych.

Oczywiście, to że Spielbergowi nie podoba się to co robi Netflix, nie powstrzymuje ich przed zdobywaniem nominacji Oskarowych albo nawet te nagrody wygrywać. Jak chociażby zeszłoroczny dokument – Ikar. Spielberg nie jest odosobnionym głosem krytyki. Podobnie o polityce rzucania filmów do minimalnej liczby kin wypowiedział się Christopher Nolan: „Netflix ma dziwaczną awersję do wspierania filmów kinowych”.

Ludzie z branży, którzy bronią tradycyjnego modelu nominacji filmów kinowych wskazują, że przecież filmy Netfliksowe, Amazonowe mają swoje nagrody i nazywają się Emmy. Członkowie Akademii zaczęli nawet rozważać wprowadzenie zakazu, by film nie mógłby być nominowany do obu tych nagród. Nazywają to „wybraniem ścieżki”. Albo jesteś filmem telewizyjnym, albo kinowym. I taki zakaz miałby obowiązywać już od następnych nominacji. Przykładem filmu, który startował w obu konkursach jest „What Happened, Miss Simone?”.

 

NIECH IDĄ W DIABŁY

 

Palpatine mówiący: Ironic - oskary i ich podwójne standardy

Wiecie co? Naprawdę nikt ich nie potrzebuje. Ile lat temu Oskary przestały być wyznacznikiem tego co jest dobre, a co złe w kinie? I czy kiedykolwiek były? Wygląda na to, że Akademia Filmowa wystartowała ze strategią dyskryminacji (obrazek z boku). Podział na te „lepsze, prestiżowe filmy” i na te „gorsze, telewizyjne, internetowe”. Może będą ratować się dodatkową kategorią? „Najlepszy film ze streamingu”? Albo będą żyć nadal w wieży z kości słoniowej i nie zauważą nawet, że reszta świata poszła gdzie indziej.

 

 

 

Wróć do  Bloga  Oglądaj mój kanał YouTube

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.